|
Kim jestem? Dobre pytanie, też je sobie często zadaję.
Po pierwsze słówko o mnie - jestem M.
Po drugie nie jestem już tak szczery i otwarty jak byłem kiedyś. Nie jestem już dzieckiem i straciłem tą szczeniacką niewinność. Nauczyłem sie kłamać, przyzwyczaiłem sie do tego, by z tym żyć. Zanim cokolwiek napisze, dokładnie to zważę i przemyślę. I w tym tkwi mój paradoks. Nie jestem już tak autentyczny - jak byłem kiedyś.
środa, 02 maja 2007
Blogas wymiera
Z pewnych powodów zdecydowałem się zamknąć i zlikwidować tego bloga. Bedę po malutku przenosił pewne rzeczy do nowych, a ten od tyłu będzie "znikał" Co Ty na to czytelniku?
piątek, 30 marca 2007
Przeprowadzka ...
Przeprowadzka do nowego miejsca nie jest taka prosta. Trzeba skopiowac wszystkie adresy, linki, sformatowac wszystko odpowiednio ... Ale juz niedlugo bede juz na nowym! :)
czwartek, 29 marca 2007
"Zapiski ..." po nowemu
Zapowiadałem już pewne zmiany, które zajdą w sposobie prowadzenia tego bloga. Powoli zaczynam wdrażać nową formę, o której już wspominałem. Link pojawi się niebawem
wtorek, 27 marca 2007
podział bloga
Podział byłby bardzo prosty - prowadziłbym dwa blogi. W jednym dodawałbym bieżące zapisy, komentarze i oceny wydarzeń mających miejsce teraz - a w drugim będą tylko zapiski skopiowane z moich starych zeszytów.
poniedziałek, 19 marca 2007
"Życie to teatr"
RSC - Życie to teatr 'Kolejny raz w teatrze tymZmieniano dekoracje Na pustej scenie w świetle ramp Zakryto stare tło Zastąpi dramat farsa znów Komedia i owacje Odbije sufit brawa I wybrzmi głośny śmiech Na stare maski z dawnych sztuk Aktorzy włożą nowe Z tragedii nie zostanie nic Jak choćby sztuczne łzy Tak wciąż się zmienia teatr ten I który z widzów powie Jak można w jednej sztuce grać Na pozór kilka ról Ref. Życie to teatr, gdzie los włada każdym aktem Gdzie kwestie kończy czasem śmierć Gdzie błazen kocha i drwi Życie to teatr, gdzie puentę piszę czas Gdzie sen się miesza z jawą Gdzie wciąż się czeka braw Kolejny raz w teatrze tym Zmieniano dekoracje Na pustej scenie w świetle ramp Zakryto stare tło Zastąpi dramat farsa znów Komedia i owacje Odbije sufit brawa I wybrzmi głośny śmiech'
sobota, 03 marca 2007
Zapiski z zeszytów: 17.02.99
17.02.99 Co by nie powiedział, cuda się jeszcze zdarzają. Nie sposób bowiem inaczej nazwać wczorajszych i przedwczorajszych wypadków. A wszystko zaczęło się w poniedziałek, kiedy wróciłem z pracy. Zadzwoniła do mnie Kasia. Uprzedziła mój zamiar, bo też się nosiłem z telefonem do niej. Zadzwoniła do mnie akurat gdy wyszedłem do sklepu. Dlatego przekazała tylko informację mej siostrze, by powiedziała mi, że „dzwoniła Kasia i że będę wiedział która”. Jasne że wiedziałem "która". Od razu po powrocie przekręciłem do niej. Ona też odebrała, jakby czkała na ten telefon. Zapytałem czy do dobrej Kasi się dodzwoniłem. „Tak” – zaśmiała się. Po chwili przeszła do zasadniczej kwestii. Zapytała czy byłoby możliwe, abyśmy się spotkali i pouczyli mikry (mikroekonomii). Powiedziałem jej, że chyba umie czytać w moich myślach, bowiem to samo chciałem jej zaproponować. Później okazało się, że sam niewiele się dowiedziałem z tej mikry, a jedynie uczyłem Kasię, ale to było dla mnie już nieistotne. Zgodziłem się na to spotkanie. Tu Kasia postawiła warunek, na który też przystałem ( a było nim to, że tym razem to ja do niej przyjadę ). I w ten sposób zakończyliśmy rozmowę. Nie wiem jak, ale do wtorku czas zleciał mi bardzo szybko. W pracy też nie było aż tak źle. O 1700 poszedłem na tramwaj. (14) nie jechała, więc wsiadłem w (D). Po 20 minutach dotarłem na przystanek L-ka, gdzie wysiadłem. Była wtedy około 1730. Pod drzwiami z numerem 38 stanąłem 5 minut później. Nacisnąłem na przycisk dzwonka. Po chwili drzwi otworzyła Kasia. Zaprosiła mnie do środka. Zdjąłem kurtkę i buty, po chwili wszedłem do Jej pokoju. Jeszcze w przedpokoju Kaśka zaproponowała mi coś do picia. Wybrałem herbatę. W pokoju Kasi tradycyjnie panował specyficzny klimat. Na półkach w ramkach stały zrobione przeze mnie fotki burzy, które wcześniej ofiarowałem Kasi. I tu pewna ciekawostka – zastanawiałem się wcześniej czy one jeszcze tam są, czy są jakieś inne. Bardzo mnie ich widok zaskoczył i ucieszył zarazem. Na półce nad łóżkiem zobaczyłem inne zdjęcie, które ostatnio dałem Kasi - zdjęcie z zaćmieniem słońca z 1993 (lub 94). Kasia pokazała mi także kartkę z życzeniami, którą dostała od Małej. W tym właśnie momencie przypomniałem sobie, że nie kupiłem jej upominku. Przy okazji Kasia zapytała czy widziałem się z Małą. Powiedziałem, że nie (zgodnie z prawdą) Wydawało mi się, tu chciała powiedzieć coś jeszcze, ale powstrzymała się. Przez jakiś czas jeszcze gadaliśmy na różne tematy. W międzyczasie Kasia przyniosła herbatę i ciastka. Po ok. 30 minutach zabraliśmy się za konkretną robotę. Zacząłem przeglądać swoje materiały. Kasia w tym czasie przestawiła stolik do tapczanu, by mogły na nim pracować 2 osoby. I w ten sposób przez ponad 90 minut tłumaczyłem Kasi co się jak robi i dlaczego. Zrobiliśmy test i kilka zadań. Wyjaśniłem Kasi też efekt dochodowy i elastyczność popytu. Mam tylko nadzieję, że teraz lepiej to rozumie. Gdy skończyliśmy, Kasia zaproponowała mi drugą herbatę. Z chęcią przyjąłem propozycję. A ponieważ czułem się coraz bardziej głodny postanowiłem zjeść 2-3 ciacha. Kasia sięgnęła po albumy ze zdjęciami. Pomogłem Jej zdjąć je bo były dość wysoko. W międzyczasie wyłapałem na szafie zdjęcie Kasi, na którym mi się bardzo podobała. Mało tego, na tej fotce Kasia podoba się także sobie. Z tego co Kasi powiedziała, była to fotka z IV klasy szkoły średniej. I te wspaniałe niebieskie oczy. No i jak już wspomniałem, usiedliśmy do zdjęć. Przez godzinę siedzieliśmy i oglądaliśmy fotografie. Kasia po kolei omawiała mi kolejne zdjęcia. Po pewnym czasie potrafiłem ją już rozpoznać. Fajnie wygląda w długich włosach, chociaż bardziej podoba mi się w krótkich. Przy okazji jednego ujęcia zwróciła mi uwagę na swój mały wzrost. Po chwili dodała jednak, że wychodzi z założenia, że małe jest piękne. Ileż w tym było racji, bo faktycznie Kasia jest ładna. Kasia przyznała się, że nie podoba się sobie, gdy wychodzi jak taka mała pyzunia. Od siebie dodam, że mi się podoba w takich ujęciach. Przy jednym zdjęciu (klasowym) wspomniała mi o pewnym chłopaku, który chciał z nią chodzić. Nakreśliła pokrótce historię tego związku. I tak doszliśmy do fotek ze szkoły średniej. Na większości z nich była Mała. Nie chciałem wgłębiać się w tę kwestię, bo nie było już czasu. Kasia powiedziała mi tylko w której fryzurze Mała podoba się jej najbardziej. Ja jej też. Nasze zdania były jednak bardzo różne. Sam od siebie powiedziałem, że Kasia bardzo mi się podoba na zdjęciach. Miałem nieodpartą chęć przyznania, że Kasia przypomina mi Ewkę Lewandowską z Księżego Dworu. Nie zrobiłem tego. Przy jednym zdjęciu zatrzymałem się na dłużej. Powiedziałem tylko: „Tu mi się bardzo podobasz.” Było to zdjęcie skadrowane dla potrzeb legitymacyjnego powiększone do rozmiarów ok. 10x6 cm. I tu Kasia mnie tak zafascynowała, że mnie zamurowało. A gdy powiedziałem owe: „Tu mi się bardzo podobasz.”- Kasia rzuciła do mnie żartobliwie: „zaraz dostaniesz po łbie!” Poprosiłem też by na moment popatrzyła w światło. Po chwili zerknąłem jej w oczy. Uczyniłem tak, gdyż na wspomnianym zdjęciu Kasia miała małe źrenice, a teraz gdy z nią rozmawiałem wydały mi się duże. I faktycznie. Zapytałem ją czy nie powinna iść z tym do okulisty. Powiedziała, że nie i po chwili dodała: „Moi rodzice podejrzewają mnie, że coś biorę.” ‘No co ty!??’ Na jednym ze zdjęć nie poznałem Kasi i pomyliłem ją z Małą. To byłą plama wieczoru! Gdy dotarliśmy do końca wstałem i podszedłem do okna. Po chwili Kasia wyłączyła światło, by był lepszy widok. Pokazała mi okolicę –nocą. W pewnym momencie (nie wiem jak do tego doszło) przyznałem się Kasi, że jeszcze z nikim nie związałem się na poważnie. Kasia nie podjęła kwestii (może i dobrze). Zbajerowała mnie za to, że żółty znak Mc Donald’sa, który było widać to ten na Franowie. Nie uwierzyłem jej oczywiście. Podczas kiedy jeszcze siedzieliśmy na tapczanie, chciałem objąć Kasię za rękę. Chciałem porównać jej wielkość do mojej, bo wydawała mi się bardzo mała. Nie zrobiłem tego jednak. A ponieważ na zegarze wybiła już 21:30 zacząłem się zbierać na autobus. W przedpokoju ubrałem buty i kurtkę. Podziękowałem Kasi i Jej rodzicom. Przed samym wyjściem powiedziałem Kasi „dzięki”. Ona wpadła na ten sam pomysł i razem słowo w słowo powiedzieliśmy sobie: „dzięki za wszystko” – i w śmiech. Jeszcze raz pożegnałem Kasię i wyszedłem. Poszedłem na autobus (74). Na wychodnym powiedziałem Kasi, że może być dumna, gdyż na fotkach jest piękna (i mi się podoba). Chyba jeszcze nigdy nie mówiłem żadnej dziewczynie tylu komplementów bez żadnej krempacji.
piątek, 02 marca 2007
Brak weny ...
Ostatnie dni przyniosly mi calkowity brak weny tworczej. Z tego powodu nie wpisalem nic do mojego bloxa. Powroce jak bede mial troche wiecej natchnienia.
wtorek, 20 lutego 2007
Poranne przemyślenia w drodze do pracy
Sen o ... W drodze do pracy słuchałem grupy Dare - nagrania 'we were friends'. Przyszło mi do głowy, że być może nadal jesteśmy tylko nie mamy odwagi się sobie do tego przyznać. Jakkolwiek by nie było, jedną tezę mogę postawić na pewno - moje życie jest 'skażone' myślami o Tobie! Jad tęsknoty krąży w moim krwiobiegu i dopada mnie na każdym kroku, gdy mam chwilę zawahania. Uderza w najmniej niespodziewanym momencie - szczególnie kiedy jestem sam.
sobota, 17 lutego 2007
Mail od Kasi
"dziekuje.... [...] to były podziękowania za życzenia imieninowe,które przesłałem Kasi A potem było to: [...] zachowaj dla siebie.... - Ewa w sierpniu urodzi 3 dziecko...." A mogło być zupełnie inaczej.
czwartek, 15 lutego 2007
Walentynki
Nie lubię Walentynek. Są takie słodko-pierdzące i takie komercyjne. Dlatego w tym roku nie kupiłem mojej Miss kwiatów, tylko kartkę i odtwarzacz mp3 (bo bardzo marzyła o takim). Oj, jaką wielką niespodziankę jej zrobiłem przyjeżdżając do jej biura i wręczając prezent. |
Archiwum
Zakładki:
Missouri Home Loan Counter |